STYPENDYŚCI MEN

- Czy fakt wyróżnienia stypendium MEN wpłynął jakoś na wasze codzienne zajęcia? Jak wygląda teraz życie stypendystki?

- Justyna Sieradzka (studentka V roku kulturoznawstwa i III roku organizacji produkcji filmowej i telewizyjnej): Życie stypendystki polega ostatnio na wpatrywaniu się w pusty nieraz monitor komputera (piszę pracę magisterską). To inny trochę styl studiowania, wolałam jednak drugi, trzeci, czwarty rok, gdy pełno było spotkań, dyskusji. Pisanie pracy też ma swoje uroki, szczególnie kiedy pusty monitor zapełnia się maczkiem literek – to daje satysfakcję, szczególnie jeśli pisze się na temat ciekawy, w którym jest się już trochę ekspertem. Piszę o cenzurze w polskim kinie, w związku z czym wertuję sprawozdania z kolaudacji, przeprowadziłam wywiad z prof. Edwardem Zajičkiem, analizuję również filmy kryminalne, ponieważ w drugim rozdziale zajmuję się wizerunkiem władzy w polskim filmie. Pędzę więc żywot pustelnika, a w autobusie (którym dojeżdżam jeszcze na zajęcia na drugim kierunku studiów) czytam polską powieść milicyjną (rozwiązując przy okazji szereg zagadek związanych z przestępstwami gospodarczymi w PRL-u). Tak wygląda mój standardowy tydzień. W jesienne weekendy wypuszczam się na wycieczki rowerowe po Rudach Raciborskich, żeby nie zgnuśnieć i nie stracić kontaktu z rzeczywistością.

Justyna Sieradzka
Justyna Sieradzka nawiązuje kontakt z rzeczywistością

Anna Bańczyk (studentka III roku MISH): Ja przeciwnie – cały dzień spędzam na uczelni, mam bardzo dużo zajęć, a między nimi jeszcze więcej okienek, które wykorzystuję mniej lub bardziej twórczo. Chodzę jeszcze na kurs języka francuskiego, co dodatkowo zabiera mi dwa kolejne popołudnia. Z akademika wyjeżdżam o szóstej rano, a wracam o szóstej wieczorem. Tak wyglądają cztery dni, a potem mam weekend i trochę wolnego. Wtedy uczę angielskiego i spotykam się ze znajomymi.

Stypendium zobowiązuje, ale bardzo mało czasu pozostaje wam chyba na spotkania ze znajomymi, życie towarzyskie?

Justyna: Na piątym roku najbardziej odczuwam trudności w utrzymaniu stałych kontaktów z przyjaciółmi z własnej grupy. Zawsze spotykaliśmy się głównie na zajęciach i pomiędzy nimi. Wydawało nam się, że bardzo się zaprzyjaźniliśmy ze sobą, tymczasem teraz widujemy się średnio raz w miesiącu – i jeszcze wydaje nam się, że to już bardzo często! Mieszkam w Tarnowskich Górach, a więc z dala od uczelni, każdy wyjazd jest teraz dla mnie okazją, aby załatwić kilka spraw na raz. Brakuje mi tego studenckiego rytmu i pulsowania. Z drugiej strony czas na piątym roku też bardzo szybko mija, choć to inny styl życia.

Anna: Ja mieszkałam już podczas studiów i w akademiku i w domu (a mieszkam w Orzeszu). Obydwa z tych sposobów na studiowanie mają swoje zalety i wady. Mieszkając w domu, przynajmniej porządnie się je i wysypia, ale w akademiku są inne przyjemności!

Justyna: Tutaj muszę zaprzeczyć, bowiem swoje najlepsze lata spędziłam właśnie w akademiku. Zaprzeczyć chcę wszelkim mitom, że w akademiku się nie dojada! Właśnie tam rozwinęłam szalenie swoje zdolności kulinarne (w domu nie mam takich możliwości, bo tam gotuje mama). Temat kulinariów stanowił dla mnie prawdziwą obsesję. Razem z dwoma współlokatorkami stworzyłyśmy własną „jadłodajnię”, traktując akademik prawie jak drugi dom, nie tylko przechowalnię i sypialnię. Teraz, kiedy muszę dojeżdżać półtorej godziny w jedną stronę, zazwyczaj myślę o tym, żeby jak najszybciej wrócić. To strasznie ogranicza życie towarzyskie, wszystko musi zostać podporządkowane rytmowi odjazdów autobusów!

Czy MISH stanowi tak zgraną grupę jak inne kierunki studiów, to przecież zbiór indywidualistów?

Anna Bańczyk
Anna Bańczyk na tle mureny w duńskim oceanarium

Anna: Kiedy szłam na MISH była to moja główna obawa, obawa przed samotnością, zagubieniem, brakiem grona przyjaciół – tymczasem jest absolutnie przeciwnie. Już po trzech tygodniach od rozpoczęcia studiów zorganizowaliśmy sobie wycieczkę – i od tej pory tworzymy szalenie zgraną grupę. Studiujemy według indywidualnych programów, ale w miarę możliwości staramy się jednak bywać na tych samych zajęciach, spotykać się jak najczęściej. Poza tym – nie mam poczucia zamknięcia w jednej grupie, cały czas mogę robić coś nowego, co chwilę poznaję kogoś nowego – i to jest właśnie najprzyjemniejsze na tym kierunku.

Studenci MISH skarżą się jednak czasem trochę na trudności w kontaktach z wykładowcami, którzy nie zawsze są dostatecznie poinformowani o specyfice tego kierunku. Często czują się także jakby izolowani od grupy ćwiczeniowej.

Anna: To chyba zależy od ludzi, ja spotykam się raczej z życzliwym przyjęciem. Najbardziej chwalę sobie WNS, gdzie wykładowcy są bardzo dobrze poinformowani i życzliwi. Różnie bywa na psychologii, ale ze specjalnie uciążliwymi szykanami jeszcze się nie spotkałam. Z każdym człowiekiem można się ostatecznie jakoś dogadać. Początkowo rzeczywiście nie zawsze lubili nas studenci, może dlatego, że nie bardzo początkowo wiedzieli po co przychodzimy na ich zajęcia. Z czasem jednak przyzwyczaili się do nas i chyba im już nie przeszkadzamy. Spotykam się także z zarzutem, że jest nam łatwiej, bo możemy sami wybierać wykładowców, egzaminatorów, terminy egzaminów...

Justyna: A mi wydaje się, że etykietka studiów elitarnych została przyklejona MISH-owi trochę na wyrost, bardziej zaszkodziła niż pomogła. Studenci tego kierunku wybierają sobie przedmioty, które ich interesują i nie powinien być to powód do wywyższania się.

Stypendyści – mimo że nieustannie niezmiernie zajęci – znajdują zwykle jeszcze czas na realizowanie swoich pozanaukowych zainteresowań. Jak spędzacie wolny czas?

Anna: Weekend mam na szczęście trzydniowy, udzielam więc korepetycji z angielskiego, spotykam się ze znajomymi, chodzę do kina i czasami do teatru, spotykam się z rodziną – na to wszystko nie mam czasu w ciągu tygodnia. Latem często jeżdżę na rowerze, zimą na łyżwach, robię zdjęcia. Teraz trochę komplikuje mi plany fakt, że mieszkam w Orzeszu i trudno mi gdziekolwiek dojechać, to doprawdy spore ograniczenie. W czasie tegorocznych wakacji nie wyjechałam nigdzie daleko, ale w poprzednim semestrze spędziłam trzy miesiące w Anglii. W tym roku wybieram się do Francji, chciałabym tam trochę popracować i poprawić mój francuski.

Jak długo uczysz się języków?

Anna: Angielskiego zaczęłam uczyć się już w podstawówce, potem chodziłam do klasy z wykładowym angielskim, na studiach już właściwie nie uczę się angielskiego, zdałam egzaminy FC i Advanced – i jestem ze swojego poziomu nawet zadowolona. Francuskiego zaczęłam się uczyć w liceum, od dwóch lat regularnie uczęszczam na kursy, teraz przygotowuję się do egzaminu DELF. Zaczęłam się także uczyć włoskiego, również bardzo mi się podoba, jadąc do Francji zapewne zahaczę o Włochy. Bardzo lubię uczyć się języków, choć ostatnio nie mam na to tak dużo czasu.

Czy istnieje niezawodna recepta na szybką i skuteczną naukę języka?

Anna: Przede wszystkim nie można języków uczyć się szybko. Szybko można się nauczyć komunikować w nieskomplikowany sposób, ale - żeby poznać język naprawdę dobrze - potrzeba czasu, trzeba dużo czytać, oglądać filmy, rozmawiać z ludźmi... no i trzeba wyjeżdżać. Sama szukam okazji, żeby poznawać jak największą liczbę cudzoziemców i rozmawiać z nimi. Jestem członkiem AEGEE, dzięki czemu często spotykam się z ludźmi z całej Europy.

Justyna: Ja również uważam, że nauka poprzez wbijanie sobie do głowy setek słówek, nie mających ze sobą żadnego związku, nie jest sposobem na osiągnięcie zadowalającego rezultatu. Zgłębiając tajniki powieści kryminalnej sięgnęłam po Agatę Christi w oryginale, na szczęście nie jest to zbyt trudna lektura i dałam sobie radę. Czasami słucham wiadomości – rozumiejąc more or less – ale nie poddaję się. A wolne chwile spędzam z narzeczonym, razem wybieramy się często w góry, albo na rowerach zwiedzamy jurę. W lipcu z reguły wybieramy się na tydzień w góry (to skutek naszych wyjątkowo rzadkich spotkań w czerwcu, kiedy ja mam sesję, a on zmuszony jest wybierać się na wycieczki z kolegą). W sierpniu wyjeżdżamy za granicę, dwa lata temu zjeździliśmy Grecję wzdłuż i wszerz samochodem, dzięki czemu zwiedziliśmy tam również wykopaliska pozostające poza najbardziej uczęszczanymi szlakami turystycznymi, których często pilnował tylko chłop grecki z widłami. Na szczęście na hasło: Student, student! - wstęp zwykle mieliśmy wolny, rok temu byliśmy w Chorwacji.

Chciałabym zapytać jeszcze o wasze plany na przyszłość.

Justyna: W tym roku chcę obronić pracę magisterską na kulturoznawstwie, w przyszłym roku będę na czwartym roku organizacji produkcji filmowej i telewizyjnej. Chciałabym wtedy znaleźć pracę, najchętniej w mediach, ale wyjazdu do Warszawy (jak większość studentów na moim wydziale) nie zakładam.

Ania: Ja mam przed sobą jeszcze dwa lata studiów, a może nawet trzy – to zależy jak mi pójdzie pisanie prac magisterskich, bo chciałabym bronić się zarówno na socjologii i na psychologii, a będzie to spory wysiłek. Co będzie potem? Tego naprawdę nie wiem! Moje studia dają mi szerokie możliwości... ale przede wszystkim uczą otwartości.

Justyna: Studia to nie jest szkoła zawodowa, ale zdobywanie wiedzy, a od każdego człowieka zależy, czy potrafi ją wykorzystać. Życzyłabym sobie oczywiście mieć pracę, która odnosiłaby się jakoś do filmu i literatury, sztuki, ale nie ma jednoznacznej odpowiedniości między studiami a zawodem!

Dlaczego postanowiłyście zdawać właśnie na Uniwersytet Śląski?

Ania: Ja głównie ze względu na MISH, Warszawa jest dla mnie za daleko. Poza tym socjologia to kierunek związany z regionem, studiując w Warszawie znałabym oczywiście teorię, ale obce byłyby mi problemy regionu, a właśnie tutaj chcę mieszkać.

Justyna: Ja również nie zamierzam nigdzie się przeprowadzać. Katowice to jedyne miejsce, gdzie mogę studiować filmoznawstwo oraz organizację produkcji filmowej i telewizyjnej jednocześnie. Wybierając uczelnię miałam na uwadze dwa względy: odległość od domu i jej ofertę edukacyjną, a poza tym – to przecież bardzo dobry uniwersytet!

Ten artykuł pochodzi z wydania: