Dr Andrzej Tyc z Katedry Geomorfologii UŚ od ponad trzydziestu lat zajmuje się badaniem jaskiń i krasu

Ósmy kontynent

Środowisko jaskiniowe zazwyczaj wydaje się nieprzyjazne człowiekowi. To zimna, ciemna i wilgotna przestrzeń pełna groźnych stworzeń, takich jak nietoperze czy pająki. Gdy wchodzi się po raz pierwszy w życiu do jaskini, właściwie niczego się nie zauważa, ponieważ początkowo uruchomione są zmysły, które w tym świecie nie są zbyt przydatne. Pozostaje słuch, dotyk i wewnętrzne przekonanie, że trzeba przeżyć... Nie ukrywam, że na początku nie były to miłe wrażenia – wspomina dr Andrzej Tyc z Wydziału Nauk o Ziemi, od lat zajmujący się badaniem podziemnych korytarzy i sal. Z czasem zmysły zaczynają się jednak przyzwyczajać do nowej przestrzeni i można doświadczać piękna odmiennego świata. Jedną z najciekawszych kwestii jest problem powstania i ewolucji jaskiń, i to właśnie jej poświęcony był europejsko-australijski projekt badawczy HYPOCAVE. Dr Tyc kierował pracami międzynarodowego zespołu w ramach projektu.

Dr Andrzej Tyc z Katedry Geomorfologii UŚ
Dr Andrzej Tyc z Katedry Geomorfologii UŚ

Caverna Magica

– Jest taki niezwykły utwór szwajcarskiego harfisty Andreasa Vollenweidera, zatytułowany Caverna Magica: Under The Tree – In The Cave. Na początku słychać spadające krople wody w jaskini, potem w ich rytm wkomponowana jest niezwykła muzyka – mówi dr Andrzej Tyc. W jaskiniach oprócz kapiącej wody słychać także odgłosy wydawane przez nietoperze i inne „ciemnolubne” zwierzęta, gdy zaś przyświeci się w przewężeniach, można stanąć oko w oko z hordą pająków. I choć wokół jaskiniowej fauny pojawiło się wiele negatywnych stereotypów, dr Tyc przekonuje, że nie ona stanowi główne zagrożenie dla człowieka. – Nietoperze nie wplątują się we włosy i nie wysysają z nas krwi, a na pająki właściwie nie zwraca się uwagi... W tej przestrzeni trzeba się jednak poruszać z dużą ostrożnością. W większej jaskini człowiek w pojedynkę nic nie znaczy. To trudne środowisko, w którym liczy się przede wszystkim współpraca i zaufanie do członków ekipy – dodaje badacz. Dlatego też członkowie zespołu badawczego zajmującego się tematyką jaskiniową są „werbowani” do współpracy w szczególny sposób – najczęściej podczas wypraw speleologicznych. Będąc razem w niełatwym środowisku, muszą się lepiej poznać. Eksplorowanie jaskiń pozwala odkrywać ich charaktery, wiedzą, komu mogą zaufać, bo od tego przecież zależy ich zdrowie i życie. Nie dziwi więc fakt, że wspólne wyprawy są nie tylko źródłem głębszych przyjaźni, ale także otwierają możliwość wspólnego przygotowywania kolejnych projektów naukowych. Zespół tworzy się naturalnie już podczas wyprawy.

Szpeje Profesora Puliny

Dr Tyc, zapalony lekkoatleta, któremu bliska była również geografia, wybrał studia na Wydziale Nauk o Ziemi. Nie chciał jednak rezygnować z zamiłowania do sportu, dlatego zapisał się od razu do AZS-u oraz do Akademickiego Klubu Speleologicznego. Na drugim roku dowiedział się, że prof. Marian Pulina organizuje wyprawę naukową do jaskiń Rodopów w Bułgarii, i postanowił zmierzyć się z wyzwaniem.

– Wtedy przeżyłem olśnienie i zrozumiałem, że jaskiniami można się zajmować nie tylko uprawiając w nich sport ze wzrostem adrenaliny, ale też poprzez poznawanie tajemnic jaskiń związanych z ich genezą i ewolucją. Od razu dodam, że półtora tygodnia temu wróciłem z sentymentalnej podróży, bo po 30 latach od wspomnianej wyprawy odwiedziłem te same jaskinie w Bułgarii, gdzie zaczęła się moja przygoda – mówi badacz. – Podróż do przeszłości musiała się już niestety odbyć bez udziału prof. Puliny. W październiku tego roku minęło dziesięć lat od jego śmierci. To, że obecnie jesteśmy jednym z najważniejszych ośrodków badań krasowych i polarnych w Europie, jest dziełem Profesora. Staram się je kontynuować – dodaje.

Badanie jaskiń nie polega jednak na ich poszukiwaniu. Odkrycie obiektu, jak mówi dr Tyc, zdarza się przede wszystkim zapalonym grotołazom, często amatorom, którzy spędzają wiele tygodni na przeszukiwaniu i obserwacji jakiegoś terenu – szczególnie w okresie zimowym, gdy temperatura powietrza spada poniżej zera, a wnętrze Ziemi wydaje oddechy ciepłego powietrza, dając znać, że coś niewidocznego na pierwszy rzut oka kryje się tuż pod jej powierzchnią. Gdy obiekt zostaje odkryty, grotołazi zgłaszają się wówczas do naukowców, którzy zakładają kombinezony i wyruszają w teren, by opisać znalezisko. Dr Tyc mówi o sobie jako o badaczu „pierwszego frontu”. Należy do tych, którzy rozpoczynają badanie jaskini tuż po grotołazach, którzy ją odkryją. W zależności od tego, co zastanie na miejscu, rozpoczyna współpracę z innymi specjalistami, gromadzącymi materiał do dalszych analiz. Badania jaskiń należą do interdyscyplinarnych.

Nietoperz podkowiec duży wśród stalaktytów jaskini Snezhanka w Rodopach (Bułgaria)
Nietoperz podkowiec duży wśród stalaktytów jaskini Snezhanka w Rodopach (Bułgaria)

– Teraz nowoczesny sprzęt znacznie ułatwia nam zadanie, ale pamiętam czasy, gdy działał prof. Marian Pulina. To były wyprawy o wielkim rozmachu. Nie brakuje anegdot, nie mówiąc o tym, że o przygodach Profesora tworzone były piosenki! – mówi z entuzjazmem dr Tyc. Liczba przyrządów pomiarowych i sprzętu zabieranego na te wyprawy była legendarna. Jedna z anegdot opowiedziana przez badacza dotyczy jaskini w Kopalni „Pomorzany” w Olkuszu odkrytej w latach 80. XX wieku. Trzeba ją było udokumentować. – Umówiliśmy się wcześnie rano w Sosnowcu i mieliśmy jechać samochodem Profesora. Cały sprzęt, liny, światło i wszystkie przyrządy ładowaliśmy oczywiście do malucha, ledwo się zmieściliśmy i ruszyliśmy w drogę. Ja byłem najmłodszy, więc siedziałem z tyłu wśród wszystkich szpejów i milczałem, chociaż wydawało mi się, że jedziemy w zupełnie innym kierunku, niż powinniśmy. Po 30 minutach jazdy delikatnie zapytałem, czy jedziemy do Olkusza skrótem... Wtedy Profesor zorientował się, że z przyzwyczajenia pojechał w kierunku... Częstochowy – opowiada geomorfolog.

– Prof. Pulina nadał badaniu nowej jaskini w kopalni otoczkę wielkiej wyprawy jaskiniowej. Wydawał komendy, jakbyśmy byli w ogromnej jaskini podczas wielkiej wyprawy co najmniej sto lat temu. Bardzo nas to śmieszyło. To był wesoły, lubiący ludzi człowiek – dodaje.

HYPOCAVE

Jednym z prowadzonych w ostatnich latach projektów były studia porównawcze morfologii jaskiń hypogenicznych na terenie Polski, Słowenii i Australii, w skrócie HYPOCAVE. – Współpracowaliśmy z kolegami z Instytutu Badań Krasu Słoweńskiej Akademii Nauki i Sztuki oraz z naukowcami z Uniwersytetu w Sydney. I chociaż projekt formalnie został zakończony, pojawiło się tyle ciekawych zagadnień, że kontynuujemy współpracę i wspólnie szukamy odpowiedzi. Mamy materiał do pracy na wiele najbliższych lat... – wyjaśnia naukowiec.

Jakie jednak mogą być podobieństwa między jaskiniami zlokalizowanymi na terenie Europy i Australii, skoro występują znaczące różnice w geologicznym rozwoju obu kontynentów? Odpowiedzią na tak postawione pytanie jest specyficzny rodzaj jaskiń, które interesowały naukowców. Otóż koncentrowali swoją uwagę na obiektach hypogenicznych, czyli takich, które powstały w wyniku działania sił drzemiących we wnętrzu Ziemi bez udziału czynników zewnętrznych. Jak przyznaje dr Tyc, w przypadku jaskiń Europy i Australii te procesy były niezależne, ale bardzo podobne pod względem sytuacji geologicznych.

– Klasycznie, podręcznikowo mówi się o wodzie, która drąży skałę wapienną, tworząc podziemne formy. My natomiast zajęliśmy się innym procesem, który nie ma nic wspólnego z podanym przed chwilą uproszczonym schematem. Założyliśmy, że istnieją takie jaskinie, na których powstanie i ewolucję nie wpływały żadne warunki klimatyczne – wyjaśnia badacz.

Jednym z ciekawszych obiektów okazała się słoweńska jaskinia Mravljetovo Brezno v Gošarjevih Rupah – podziemny labirynt wypełniony kolorowym osadem, pozbawiony jakiejkolwiek szaty naciekowej. Gdy naukowcy rozłożyli ją na czynniki pierwsze, okazało się, że doszło tam do nietypowego zjawiska geochemicznego. Otóż dolomity, w których jaskinie są rzadkością, pod wpływem wód bogatych w siarkowodór przeobraziły się w skały wapienne (tzw. dedolomity), a w nich rozwinęła się duża jaskinia. Wszelkie zmiany dokonały się zatem wyłącznie pod wpływem wód krążących w skorupie ziemskiej, bez udziału czynników zewnętrznych. – Przy badaniu wspomnianego obiektu uczestniczył między innymi student naszego wydziału, wybitny kartograf jaskiniowy Norbert Sznober, o którym również chciałbym wspomnieć przy okazji opowiadania o projekcie. Ten rok akademicki zaczął się dla naszego zespołu niestety od smutnej wiadomości o jego śmierci – mówi dr Tyc.

W strukturze jaskini zapisana jest jej historia. Przekroje form naciekowych (stalagmitów i polew naciekowych) przypominają pnie drzew, w których kolejne warstwy dostarczają nowych informacji o następujących w czasie zmianach. Naukowcy analizują każdy szczegół, wszelkie osady, gliny, pozostałości wynikające z obecności człowieka czasem sprzed wielu tysięcy lat, a nawet... obecność bakterii. Wystarczy spojrzeć na przekrój przykładowej „dziury” wiszący na jednej ze ścian WNoZ. Na schematycznym rysunku opisane są między innymi nacieki skalne, stadko nietoperzy czy duży napis BAKTERIE wraz z tajemniczym moonmilk. Geomorfolog od razu wyjaśnia zagadkę, tłumacząc właściwości mleka wapiennego, zwanego księżycowym.

– Mówiąc najkrócej, w przeszłości substancja ta była traktowana jako specyfik medyczny. Ludzie wchodzili do jaskini, koniecznie przy pełni księżyca i zdrapywali mleko ze ścian, pozostawiając ślady, które jesteśmy w stanie zidentyfikować – mówi badacz. Mleko powstawało właśnie dzięki działaniu określonego rodzaju bakterii i być może rzeczywiście miało szczególne właściwości. Naukowiec przyznaje, że jest na świecie grupa mikrobiologów specjalizujących się w poszukiwaniu nowych bakterii pochodzących ze środowiska jaskiniowego i próbujących wykorzystać ich właściwości przy tworzeniu nowych leków.

– Kiedyś towarzyszyłem dwóm amerykańskim uczonym, którzy pobierali materiał do biologicznych badań. Tutaj wszystko może nas zaskoczyć. Nie bez powodu mówi się o świecie jaskiń jako o ósmym kontynencie. Mimo tylu badań wciąż tak mało o nich wiemy... – podsumowuje dr Tyc.