Nie będę ogrodnikiem!

Któż z nas, studentów, nie marzy o tym, by zostać docenionym przez największe autorytety świata nauki? Droga do sukcesu bywa jednak żmudna, a laury przeznaczone są tylko dla nielicznych młodych ludzi - tych, którym udało się osiągnąć w swej karierze akademickiej szczególnie wiele. Z Michałem Kaczmarczykiem, studentem politologii, zdobywcą I nagrody w finale uczelnianym oraz II nagrody w finale wojewódzkim konkursu "Primus Inter Pares" na najlepszego studenta Rzeczpospolitej Polskiej rozmawia Magdalena Buszek.

MAGDALENA BUSZEK: Kim jest najlepszy student Uniwersytetu Śląskiego?

MICHAŁ KACZMARCZYK: Wielbicielem pizzy z podwójnym serem i soku z marchwi, miłośnikiem

Michał Kaczmarczyk
wypoczynku na Mazurach, poezji śpiewanej i twórczości Grochowiaka. Poza tym człowiekiem, który żyje na wysokich obrotach, i dla którego doba wciąż jest za krótka. A mówiąc zupełnie poważnie - przede wszystkim jestem studentem ostatniego roku politologii, pracuję jako dziennikarz, angażuję się także w działalność społeczną i pracę naukową. Staram się robić w życiu to, co kocham i z satysfakcją stwierdzam, że na razie mi się to udaje. Dlatego jestem szczęśliwym człowiekiem z głową pełną marzeń i planów na przyszłość.

Jak wyglądała Twoja droga do zdobycia nagrody w konkursie?

"Primus Inter Pares" to konkurs dla osób, które oprócz wysokiej średniej ocen, mogą pochwalić się działalnością społeczną, naukową czy artystyczną. Chcąc wystartować w "Primusie", kandydat musi zgromadzić na swoim koncie sporo różnego rodzaju osiągnięć i sukcesów. Dlatego droga do zaszczytnego tytułu "Pierwszego Wśród Równych" nie jest usłana różami. Działalność, która umożliwiła mi zajęcie pierwszego miejsca w uczelnianym finale konkursu, rozpocząłem już na pierwszym roku studiów. Wtedy zacząłem angażować się w pracę w kołach naukowych, przygotowywać publikacje, brać udział w konferencjach i sympozjach, współpracować z organizacjami pozarządowymi. Starałem się cały czas "iść do przodu", szukać nowych inspiracji, rozszerzać zakres swojej uczelnianej i pozauczelnianej aktywności. Ciągle realizowałem nowe pomysły, zdobywałem kolejne doświadczenia. Studiując na pierwszym roku z zazdrością patrzyłem na moich starszych kolegów, którzy działali w samorządzie studenckim, pracowali w różnorakich stowarzyszeniach i fundacjach. Nie chciałem być gorszy od nich, choć młodziakowi, który dopiero rozpoczął studia, często nie było łatwo się przebić, dołączyć do grona uczelnianych "aktywistów". Jestem jednak człowiekiem upartym, który wyrzucony drzwiami, wraca oknem. Okazało się, że taka strategia popłaca. Pamiętam, gdy jako student pierwszego roku oddałem do druku w jednym ze studenckich wydawnictw mój pierwszy artykuł naukowy. Redaktor tomu odrzucił tekst twierdząc, że dla człowieka w moim wieku jeszcze za wcześnie na debiut. Byłem wściekły, gdyż artykuł otrzymał bardzo dobre recenzje pracowników naukowych, ale nie wiele mogłem zdziałać. Mimo to nie poddałem się i za kilka miesięcy przesłałem tekst do publikacji w innym tomie. I udało się. Może to śmieszne, ale okładkę książki z moim pierwszym tekstem do dziś trzymam nad biurkiem oprawioną w antyramę.

Nagrodę w "Priumus Inter Pares" udało Ci się więc zdobyć przede wszystkim dzięki systematycznej, konsekwentnej pracy.

Dzięki pracy i dzięki wspaniałym wykładowcom, których miałem przyjemność spotkać na swojej studenckiej drodze. Nie mówię tego po to, by komukolwiek się przypodobać. Po prostu zdaję sobie sprawę, że bez wsparcia takich osób, jak dr Bernard Grzonka, prof. Joachim Liszka czy dr hab. Dariusz Rott, nie wiele bym osiągnął. Moi profesorowie i opiekunowie naukowi zawsze służyli radą, potrafili mnie zainspirować, a także zauważyć i docenić mniejsze czy większe sukcesy. Jestem im wdzięczny za pomoc i życzliwość. Pamiętam dzień, w którym oddawałem do druku moją debiutancką książkę. Przy nanoszeniu ostatnich poprawek poprosiłem o pomoc dr Grzonkę. Ślęczeliśmy przed monitorem komputera do czwartej nad ranem, usuwając wszelkie usterki i niedociągnięcia. Iluż wykładowców zdecydowałoby się "zarwać" noc, by pomóc swojemu studentowi? Patrząc wstecz mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, iż miałem szczęście do ludzi, których spotkałem po drugiej stronie katedry.

Jakie konkretnie osiągnięcia pozwoliły Ci zdobyć laury w konkursie "Primus Inter Pares"?

Przede wszystkim duża liczba publikacji naukowych i prasowych, w tym kilka książek autorskich i redakcyjnych. Ponadto aktywna działalność w studenckich kołach naukowych, przede wszystkim w Międzywydziałowym Stowarzyszeniu Dziennikarzy "Mosty", którego jestem przewodniczącym. Nie bez znaczenia jest także udział w konferencjach, realizowanie autorskich projektów badawczych, organizowanie różnorakich imprez na rzecz środowiska akademickiego, wolontariat, działalność charytatywna i samorządowa, współpraca z prasą naukową. Komisja konkursowa wzięła ponadto pod uwagę fakt, iż studiuję według indywidualnego toku, realizując rozszerzony program pięcioletnich studiów politologicznych w ciągu czterech lat.

Jak traktujesz nagrodę w konkursie "Primus Inter Pares"? Czy jest Twój dotychczasowy największy sukces, czy może tylko kolejne "trofeum" do kolekcji? Masz już przecież na koncie dwa stypendia Ministra Edukacji Narodowej oraz Stypendium Zarządu Województwa Śląskiego...

Wyróżnienie w "Primusie" jest bez wątpienia moim największym osiągnięciem. Przede wszystkim dlatego, że udało mi się wygrać z osobami posiadającymi naprawdę ogromny dorobek naukowy, studiującymi na kilku kierunkach, utalentowanymi w wielu dziedzinach. Startując w konkursie nie sądziłem, że jury tak wysoko oceni mój wniosek. Wszak rywalizowałem z najlepszymi studentami z całego Uniwersytetu Śląskiego, a w następnym etapie z całego województwa! Gdy poznałem wyniki konkursu, byłem szczerze zaskoczony. Czułem się jak zwycięzca gry w totolotka, który dowiedziawszy się o trafnym skreśleniu "szóstki", kilkakrotnie czyta kupon, nie wierząc własnym oczom.

Czy prowadząc aktywną działalność naukową potrafisz znaleźć czas na rozrywki?

Oczywiście! Nie jestem typem mola książkowego, nie ślęczę całymi dniami nad podręcznikami, a moim ulubionym zajęciem wcale nie jest odkrywanie niezbadanych aspektów teorii Maxa Webera. Znajduję czas na sobotnie wyjście do pubu, na koncert czy na wyjazd w góry z przyjaciółmi. Najważniejsze, to właściwie zorganizować sobie dzień. Gdy człowiek ma zbyt dużo wolnego czasu, najczęściej się rozleniwia i z niczym nie może zdążyć, gdy ma go mało, potrafi dobrze zgrać wszystkie obowiązki. A co do moich zainteresowań pozanaukowych - kocham wędkowanie, piesze wycieczki po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, żeglowanie po Mazurach. Kiedyś interesowałem się medycyną, ale ta pasja już minęła. Po niespełnionej miłości do zawodu lekarza pozostał mi tylko paskudny charakter pisma i bezgraniczne oddanie serialowi "Na dobre i na złe".

Decydując się na rozpoczęcie studiów, wybrałeś politologię. Czy kierunek ten pozwala Ci w pełni realizować swoje marzenia i pasje?

Kilka tygodni po tym, jak dostałem się na studia, spotkałem na ulicy jedną z moich nauczycielek z liceum. Gdy pani profesor dowiedziała się, co zamierzam studiować, ironicznie się uśmiechnęła, poklepała mnie po ramieniu i powiedziała: Nie martw się Kaczmarczyk. Za kilka lat zamierzamy otworzyć z mężem małą, rodzinną firmę ogrodniczą. Chętnie byśmy widzieli cię u siebie. Po politologii będziesz bezrobotny, więc zapewne przyjmiesz naszą ofertę. Po tym spotkaniu zacząłem się poważnie zastanawiać czy wybór, którego dokonałem, był właściwy. Nie chciałem przecież zostać ogrodnikiem! Ale wątpliwości i obawy szybko minęły. Dziś jestem dumny i szczęśliwy, że studiuję politologię. Ten kierunek pozwolił mi rozwinąć skrzydła, poszerzyć horyzonty, zanurzyć się w dziedziny, które szczególnie mnie interesują: historię, socjologię, prawo czy medioznawstwo. Politologia to wspaniałe, interdyscyplinarne studia dla wszystkich humanistów. Gorąco polecam!

Jakie masz plany na przyszłość?

W tym roku kończę politologię, ale zamierzam kontynuować naukę na studiach doktoranckich. Chciałbym także pracować naukowo, realizować się jako nauczyciel akademicki. Chyba uzależniłem się od uczelni, nie wiem czy potrafiłbym żyć z dala od uniwersyteckiej atmosfery. W wakacje ubiegłego roku złapałem się na tym, że będąc w Katowicach, wpadam na kawę do kafejki na moim wydziale. A przecież w okolicy jest tyle innych lokali...

Dziękuję za rozmowę.

W regionalnym finale konkursu na najlepszego studenta "Primus Inter Pares" organizowanego przez Zrzeszenie Studentów Polskich znalazło się czworo przedstawicieli Uniwersytetu Śląskiego: Michał Kaczmarczyk (miejsce II), Anna Orlikowska (IV), Magdalena Jaworska (V) oraz Maciej Chowaniok (VI). Zwyciężczynią etapu regionalnego została Barbara Sensuła, studentka Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

Rozstrzygnięcie etapu regionalnego odbyło się 23 kwietnia w Klubie Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych "Marchołt" w Katowicach. Laureaci finałów regionalnych wezmą udział w finale ogólnopolskim, który będzie miał miejsce w kancelarii Prezydenta RP w Warszawie.

mkk
www.us.edu.pl

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania