KALOS KAGATHOS

Podobno Franciszek Józef I, pełniąc swe cesarski obowiązki, przyjął około 100 tysięcy rozmaitych petentów. Z jakim skutkiem? O tym akurat historia milczy. Nie wiadomo, czy owi interesanci opuszczając Schonbrunn, słali w kierunku pałacu dziękczynne spojrzenia, czy też; wygrażali pięściami i biegli czym prędzej zapisać się do socjalistów. Z wypełnianiem innych powinności należnych głowie monarchii bywało ponoć różnie, ale biurokratą Jego Cesarska Mość F. J. I był równie imponującym jak jego bokobrody. Nawet posiłki jadał przy biurku, co świadczy nie tyle dobrze o austriackiej kuchni, ile raczej o ówczesnych meblach biurowych. Oddając cesarzowi, co cesarskie, nie zapominajmy, że nie był on w swych upodobaniach odosobniony. Wydawać by się mogło, że przeciwieństwem typowych dla urzędnika cech takich jak: sumienność, staranność, systematyczność, jest "cygańska" natura artysty. Gdzie tam! Jerzy Waldorff, tak wspominał paryskie lata Igora Strawińskiego: Kiedy osiadł po pierwszej wojnie w Paryżu, miał u Pleyela studio urządzone jak biuro i chodził tam co rana, jak maszeruje urzędnik do okienka, po czym komponował oznaczoną przez siebie samego ilość godzin, czy miał na to chęć czy nie miał. A słynąca z ekstrawagancji George Sand? W niej też drzemała; cicha, szara, urzędnicza skryba: ...pisała regularnie do jedenastej wieczór, jeśli o pół do jedenastej skończyła powieść, brała świeżą kartkę i zaczynała nową. (Parandowski).

Piszę to wszystko, ku pokrzepieniu urzędniczych serc, ale sprawa to niemal beznadziejna. W "Zielonej Gęsi" Gałczyńskiego; następuje wprawdzie koniec świata, ale ponieważ Pan Bóg nie dysponuje: odnośnym pismem z okrągłą pieczątką zaopatrzonym tamtejszym numerem przeciągniętym przez tutejszy dziennik podawczy, nie ma to formalnie żadnego znaczenia. Mój Ty Panie Boże! Brak "okrągłej pieczątki", to mają być niby szykany? A gdzie potwierdzenie środków przeznaczonych przez wnioskodawcę? A gdzie wartość szacunkowa? Gdzie rejestr wydziałowy, hę? "Jedyny wykonawca?" Cha, cha, cha! Negocjacje z zachowaniem konkurencji. Ot co mogę zaproponować. "Kończy się termin...Nie ma na to czasu...?" To gdzie zgoda rektora na realizację poza ustawą? A w ogóle; bez pozwolenia od Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych nie mamy oczy rozmawiać. Quo vadis, Domine ?? Quo vadis...

"Koniec świata", to jedno z łagodniejszych określeń, jakie wydobywa się z zaciśniętych gardeł ludzi chcących cokolwiek załatwić. Mistrz politycznej mimikry. Znawca tajemnic gabinetów - zarówno rządowych, jak i buduarów - Charles Maurice de Talleyrand, sformułował "I Prawo zachowania (się) masy urzędniczej"; Pas de zele - unikać nadgorliwości. Niestety, nie odpowiedział na pytanie: jak unikając nadgorliwości - unikać odpowiedzialności. Ja odpowiedź na to pytanie znam. Ale aż tak głupi to nie jestem, by ujawnić to przed końcem roku olimpijskiego. Nie, nie, nie. Nie myślę wcale o Salt Lake City. My mamy swoje olimpiady co trzy lata. I powiedzmy sobie od razu szczerze: Nasza olimpiada jest o wiele uczciwsza od tej sportowej. U nas złotym medalistą może zostać tylko jedna osoba...i to wybrana w demokratycznych wyborach.

Już czuje się to napięcie. Atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Grupy kibiców komentują na bieżąco szanse swoich kandydatów. Kto w tych wyborach zagra rolę Hannawalda, kto Małysza, kto Ammanna, a komu przypadnie epizod Kobieliewa? Jedni - co bardziej egzaltowani - uderzają w czułe struny, nawołując do wyboru kandydata prezentującego harmonię ducha i ciała: kalos kagathos! Drudzy - duchem spod Harrachova - uderzają tych pierwszych. Szkoda że państwo tego nie widzicie. Oto i pierwszy z nich na rozbiegu. Piękne wyjście z progu. Leeeeci.... Niestety, zbyt płaska parabola jak na rektora. Może w drugiej serii ? Następny. Co za lądowanie ! Jaka asekuracja ! Jedna noga jeszcze na progu, a druga już markuje telemark. Trzeci zawodnik. Uwaga ! Może być niespodzianka ! Niczym w curlingu biegnie przed nim po rozbiegu dwóch asystentów. Przecierają przed mistrzem zjazd, by nabrał większego tempa. Oj... zakantował nieco przy lądowaniu. Czy odbije się to na punktacji ? Kolejny kandydat. Tak. Tak jak myślałem. Nie musi wcale skakać. Przecież wszyscy wiedzą że jest najlepszy. Dystyngowanie schodzi na dół. Rozdaje autografy i uśmiechy. Sędziowie przerywają konkurs. Oczekują na silniejszy podmuch wiatru historii.

Państwo czytając to, wiecie już oczywiście jaki są wyniki. Znacie rezultaty badań komisji antydopingowej. Czy były jakieś przypadki gwałtownego przyrostu czerwonych ciałek ? Z mojego sprawozdawczego stanowiska widać niewiele. Nie wiem nawet jaki jest na dziś obowiązujący kurs chleba i igrzysk.

Wszystkim zaś uczestnikom wyborów chciałbym na koniec zadedykować jeszcze jedno prawo, tym razem wymyślone przez Arthura Blocha: Nieważne: wygrasz czy przegrasz, chyba że przegrasz.

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania