Rozmowa z o. Andrzejem A. Napiórkowskim przeorem klasztoru oo. paulinów Na Skałce w Krakowie

W powszechnej świadomości Polaków Skałka znana była zawsze przede wszystkim jako sanktuarium św. Stanisława Szczepanowskiego biskupa i męczennika. Jednak z miejscem tym związany silnie był także Ojciec Święty Jan Paweł II. O udziale polskiego papieża w historii Skałki, obecnej więzi pomiędzy skałecznym sanktuarium a Stolicą Apostolską oraz Stanisławowym kulcie z o. prof. PAT dr. hab. Andrzejem A. Napiórkowskim, przeorem klasztoru oo. paulinów Na Skałce rozmawiała Agnieszka Sikora.

Agnieszka Sikora: Wiemy, jaką rolę w formowaniu się państwowości polskiej spełnił św. Wojciech, którego Kościół w Polsce uznaje za jednego ze swoich głównych patronów. Znamy również św. Stanisława, biskupa i męczennika, którego kult odegrał (szczególnie w XIII i XIV wieku) ważną rolę historyczną jako czynnik kształtowania się myśli o zjednoczeniu Polski, a także przez wieki był źródłem siły i nadziei dla całego narodu. Dziś słyszymy nowe głosy: o obwołaniu Jana Pawła II nowym patronem Polski. Czy powołanie nowego patrona jest potrzebne naszemu narodowi?

O. Andrzej A. Napiórkowski: Jestem przekonany, że nie tylko człowiek jako osoba, ale i cały naród potrzebuje znaków, symboli. Dzisiaj słowa się przeżyły. Potrzeba jest świadectwa i świadków. W pierwszych wiekach istnienia młodego państwa polskiego tworzyła się polska świadomość i kultura, zajaśniał nam, nie tylko w płaszczyźnie wiary chrześcijańskiej, ale również w płaszczyźnie kultury, św. Wojciech.

O. Andrzej A. Napiórkowski
Z jego osobą wiązał się, ukształtowany ok. XVI wieku, pogląd przypisujący św. Wojciechowi autorstwo Bogurodzicy. Drugie tysiąclecie przenikał duch św. Stanisława, co zostało uwiecznione w tradycji Gaude Mater Polonia. Właśnie te słowa (pierwsze słowa hymnu łacińskiego napisanego przez Wincentego z Kielczy na cześć św. Stanisława) uwiecznione są na ścianach naszej bazyliki. Jan Paweł II w 1979 roku, podczas swojej pierwszej wizyty apostolskiej w Polsce, przybył do Krakowa i jednocześnie na Skałkę właśnie z okazji 900 rocznicy śmierci św. Stanisława. Był to szczególny moment, nie tyle z tego powodu, iż po raz pierwszy Polskę odwiedził papież, ale to był papież Polak, który znał nasze dzieje, mało tego, współtworzył je. Gdy stanął na Błoniach krakowskich, 8 czerwca 1979 roku, dał nam wykładnię naszej historii, mówiąc, że pierwsze tysiąclecie naszej państwowości, naszej kultury, a nade wszystko wiary, nierozerwalnie związane jest z działalnością św. Wojciecha i stanowi swoistą tajemnicę sakramentu chrztu. Drugie tysiąclecie to tradycja stanisławowska, porównywana do sakramentu umocnienia w wierze. Mamy na ten temat słynną homilię, wygłoszoną wówczas przez Jana Pawła II, w której Ojciec Święty mówił o "bierzmowaniu dziejów", którego dokonał św. Stanisław.

Niedawno weszliśmy w trzecie tysiąclecie, Jan Paweł II odszedł do domu Ojca i możemy dopowiedzieć, że owo trzecie tysiąclecie to trzeci sakrament - sakrament Eucharystii i tym człowiekiem Eucharystii jest Jan Paweł II. Więc trafnym jest, aby widzieć Jana Pawła II obok św. Wojciecha i św. Stanisława. To przepiękny tryptyk całych dziejów i naszej chrześcijańskiej cywilizacji.

Powszechnie wiadomo, że Ojciec Święty Jan Paweł II był związany ze Skałką w szczególny sposób. Na uroczystości z okazji 750-lecia kanonizacji biskupa Stanisława ze Szczepanowa, nie mogąc przybyć osobiście, Jan Paweł II przysłał legata papieskiego, kardynała Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który reprezentując Jego osobę, 11 maja 2003 r. przewodniczył Mszy Św. Na Skałce. Czy to nie jest znamienne, że to właśnie Joseph Ratzinger, wówczas jeszcze kardynał, został wybrany do reprezentowania osoby Jana Pawła II i czy nie oznacza to również, że w dalszym ciągu będzie trwała ta szczególna więź łącząca Skałkę ze Stolicą Apostolską?

Jan Paweł II w 1979 roku, we wspomnianej pierwszej pielgrzymce apostolskiej do Polski, przybył na Skałkę. Przybył z tej racji, że to właśnie w tym miejscu dokonano zabójstwa św. Stanisława, ale jednocześnie to właśnie tu - pod mieczem króla - objawiła się jego wielkość i świętość. W czym leży wielkość Stanisława? Stanisław bronił godności człowieka, zwłaszcza godności kobiety i rodziny. 8 marca 2003 r., kiedy ogłaszaliśmy Rok Stanisławowski Na Skałce, z racji wspomnianej 750 rocznicy kanonizacji św. Stanisława, nie bez przypadku czyniliśmy to w dniu, kiedy bardziej chcemy zauważyć kobietę z całą jej wielkością i z licznymi jej wyzwaniami i trudami, i też pewnym niedocenieniem. Chrześcijaństwo od zarania zawsze promowało kobiety, wystarczy spojrzeć na naukę Jezusa. Ten, kto potrafi bronić człowieka jest najlepszym apologetą Boga. I jednocześnie tylko ten, kto prawdziwie staje w obronie Boga, broni najlepiej człowieka, ponieważ sprawy ludzkie są zawsze nierozdzielne od spraw Boskich i Boga nikt nie może oddzielać od człowieka. Bronić każdego człowieka to słuszna sprawa. Sobót Watykański II powie, że drogą Kościoła jest człowiek. Św. Stanisław rozumiał to doskonale i właśnie to jego opowiedzenie się za człowiekiem wbrew układom politycznym i społecznym legło u podstaw naszej państwowości. Mieliśmy wiele takich postaci w naszej historii, wspomnijmy chociażby najnowsze dzieje ze Stefanem Wyszyńskim czy Janem Pawłem II. Dlatego nie potrzebowaliśmy nigdy robić "rewolucji francuskiej" i na siłę rozdzielać porządku duchowego od porządku doczesnego, robiąc w człowieku sztuczne granice. Konstytucja Gaudium et spes, którą redagowali po większej części francuscy teologowie, przedstawia stosunek Kościoła do współczesnego świata, czasami może zbyt sztuczny, ale Francuzi nie mieli św. Stanisława.

Jan Paweł II w kościele na Skałce spotkał się z przedstawicielami świata nauki, kultury i sztuki, a następnie na przyklasztornym placu - z młodzieżą. I ta łączność Skałki z biskupem Rzymu Janem Pawłem II wynika przede wszystkim z tego, że tutaj na Skałce w nas wierzących jest dogłębne przekonanie, kiedy wyznajemy prawdę o świętych obcowaniu, że to św. Stanisław zaprowadził swojego 69. następcę, w sukcesji biskupów krakowskich, kardynała Wojtyłę na Stolicę Piotrową - biskup Krakowa stał się biskupem Rzymu. Jest w nas też przekonanie, że nieprzypadkowo kardynał Ratzinger, będąc legatem papieskim na uroczystościach na Skałce, również rozeznał tego ducha Stanisławowskiego.

Łączność ze Stolicą Apostolską wyraża się na wiele sposobów. Jeszcze za życia Jan Pawła II, w czerwcu 2004 r. Ojciec Święty podarował Skałce swój złoty krzyż papieski pektoralny. Dał go jako dowód łączności ze św. Stanisławem ku umocnieniu naszej wiary, nadziei i miłości. Warto też pamiętać, że ostatni swój utwór poetycki, który napisał kardynał Wojtyła w 1978 r. tuż przed wyborem na następcę św. Piotra i zabrał ze sobą do samolotu (gdy leciał na konklawe), był właśnie poemat Stanisław. Jego rękopis parę miesięcy później (w styczniu 1979 r.) dał swojemu następcy kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu, który do dziś ma go w swoich zbiorach.

Nie wolno także zapomnieć o tym, że Jan Paweł II na millenium chrztu Polski niesłychanie ożywił procesję z Wawelu na Skałkę, podczas której niesione są relikwie świętych, przede wszystkim relikwie św. Stanisława. Warto też pamiętać, że kardynał Wojtyła w 1972 r. ogłosił siedmioletnią nowennę przygotowań do obchodów 900-lecia śmierci Stanisława (trwającą do 1979 r.). Podjęto się wówczas m.in. badań czaszki św. Stanisława. Patolodzy, lekarze sądowi dokonali oględzin czaszki i znaleźli głębokie cięcia. Jan Paweł II już jako biskup Rzymu przyjechał na Skałkę, aby zamknąć ten okres. Siedem lat zgłębiania św. Stanisława zaowocowało postawieniem celu - odnowy soborowej. Jest wiele wątków, które sięgają tajemnicy świętości Stanisława. Jan Paweł II je odkrył, dlatego dzisiaj jest dla nas Sługą Bożym.

Dzisiaj Europa jest w szczególnym momencie - jednoczy się. Mamy do czynienia ze ścieraniem się dwóch frontów. Z jednej strony mamy św. Wojciecha, który został obrany za patrona duchowej jedności Europy, a z drugiej - eurokonstytucję, w której zabrakło zapisu o chrześcijańskich korzeniach. Jak zatem można postrzegać współczesną Europę?

Święty Stanisław jest patronem trudnej jedności, chociażby patrząc na nasze dzieje, na losy narodu. Europa też przeżywała i przeżywa swoje trudności. Jestem jednak pełen optymizmu i patrzę z nadzieją na przyszłość Europy. Również bardzo się ucieszyłem, gdy papież-elekt wybrał imię "Benedykt". Przybranie takiego imienia jest bardzo znamienne. Jest dowodem na to, iż nowy papież myśli o Europie i wierzy w nią, że odnajdzie nie tylko swoje korzenie, ale także moce do dalszej twórczej inspiracji całego świata, przede wszystkim, aby dalej była nośnikiem wartości chrześcijańskich. Jestem optymistą, gdy patrzę na młodzież. Światowy Dzień Młodzieży w Kolonii w sierpniu 2005 r. to wielki znak nadziei, bo po raz pierwszy będzie światowym dniem młodzieży, w którym będą uczestniczyć dwaj papieże - jeden duchowo ("z góry"), Jan Paweł II i drugi ("z dołu") Benedykt XVI. On zna ducha Jana Pawła II, a Jan Paweł II, jak wiemy, obok św. Benedykta, dopisał Europie współpatronów-świętych Cyryla i Metodego, braci sołuńskich z Thesalonik po to, by Stary Kontynent odkrywał całą prawdę o sobie, oddychał płucem prawym i lewym i był wciąż młody duchowo.

Niestety, wszyscy wciąż jesteśmy "ukąszeni" przez węża ideologii komunistycznej. Żelazna kurtyna wprawdzie znikła, lecz jej skutki pozostały i tak jak ludzie Europy Środkowowschodniej czy Wschodniej czują się wciąż niedowartościowani bądź zakompleksieni wobec Europy Zachodniej, tak trzeba dopowiedzieć o drugiej stronie medalu, która jest rzadko przywoływana - ile kompleksów, ile niewiedzy i ile nieuctwa noszą w sobie ludzie Europie Zachodniej. To też są skutki żelaznej kurtyny, ale o tym nie mówimy głośno. Oni nie znają dziedzictwa i wielkości Europy Wschodu. Często do płytkich sloganów ograniczają całe piękno, które niesie ze sobą Europa Środkowowschodnia, jest ono zniekształcone lub w ogóle nie podejmowane. Ale musimy mówić o kompleksach Europy Zachodniej właśnie po to, aby ona nazwała je po imieniu, aby próbowała się z nimi uporać i z nich się leczyć.

Chciałbym jeszcze nadmienić o niezwykle ważnej rzeczy, która stała się dzięki jedności europejskiej, choć tylko w ekonomicznych warunkach, bo takie głównie daje Unia Europejska. Idzie o wielkie dobro, jakim jest pokój. Już 60 lat od II wojny światowej Europa żyje w pokoju. Nawet biorąc pod uwagę wojny na Bałkanach, jest to sytuacja nieznana na naszym kontynencie na taką skalę. Wierzę, że Europa odkryje Chrystusa. Bo Chrystus to nadzieja.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Sikora

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
Bez przypisówW sosie własnymPre-teXtStopnie i tytuły naukoweKronika UŚNiesklasyfikowaneWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneRozmowa
Zobacz stronę wydania...