- wywiad z prof. dr. hab. ALGISEM KALEDĄ

KRASICKI, KRASZEWSKI CZY KRASIŃSKI

Profesor Algis Kaleda, studiował filologię litewską na Uniwesytecie Wileńskim, skąd na trzecim roku studiów wyjechał w ramach wymiany do Krakowa. Marzył o karierze językoznawcy, ale poznał wspaniałych poetów i literatów. Pracę magisterską napisał u prof. Henryka Markiewicza, doktorat i habilitację w Wilnie. Po powrocie z Polski nie miał pracy, bo "po co był potrzebny polonista z Krakowa, z obcymi ideami". Przygarnął go wtedy Instytut Badań Literackich w Litewskiej Akademii Nauk i tam pracował przez dłuższy czas. Przez następne dwa lata pracował w Uniwersytecie Warszawskim. Wrócił na Litwę, gdy w 1993 r. otwarto tam Wydział Filologii Polskiej.

-Algis Kaleda: Niestety polonistyka wileńska na uniwersytecie, dawnej Akademii Wileńskiej, powstała dopiero w 1993 roku. Wiązało się to z zarządzeniami Moskwy i tu mamy rzecz śmieszną, bo istniały w tym czasie aż trzy katedry języka rosyjskiego, potem powstała skandynawistyka, orientalistyka, a polonistyki nie było. Motywem jakoby było to, że istniała polonistyka na WSP w Wilnie, więc po co dwie? W końcu jednak udało się nam otworzyć ten wydział na Uniwersytecie Wileńskim, lecz jest to dopiero raczkująca polonistyka. Musieliśmy znaleźć własną opcję, więc przyjmujemy studentów po szkołach polskich, to jest grupa pierwsza, ojczysta i do grupy drugiej po szkołach niepolskich. I to jest właśnie niesamowicie ciekawy "materiał", bo są osoby pochodzenia polskiego, które w domu mówią po polsku, ale skończyły szkoły litewskie, czy rosyjskie, są takie, które znają trochę język polski, bo kiedyś dwa czy trzy razy były w Polsce i są też takie, które zaczynają od zera. Przykładowo nasz drugi rok: 10 osób plus wolni słuchacze, to sami Litwini po szkołach litewskich.

Jeśli chodzi o system nauczania i program studiów, to jest to specyfik, który trudno opisać. Na Uniwersytecie Wileńskim studia odbywają się w systemie 4+2, tzn. cztery lata licencjatu, albo jak my to nazywamy bakałatu i po czterech latach student może powiedzieć, że ma dyplom i odchodzi. W założeniu teoretycznym tylko 50% może pisać prace magisterskie, więc odbywa się konkurs. Po czterech latach obok pracy magisterskiej są tzw. studia zawodowe: tłumaczy, nauczycieli, redaktorów i to jest jedna cecha specyficzna, a druga, to że przedmioty polonistyczne mogą zająć tylko 80% zajęć. Pozostałe 20% każdy student musi sam wybierać i mogą to być np. : dziennikarstwo, język angielski czy litewski. Studenci także w ciągu tych czterech lat mogą zebrać odpowiednią ilość tak zwanych kredytów i później po polonistyce można iść na studia magisterskie również na inny kierunek. Największą popularnością cieszą się filologia angielska i niemiecka. Jednak taki podział stanowi naszą troskę, bo w tych 80% przedmiotów obowiązkowych jest jeszcze łacina i literatura powszechna, tak że na przedmioty polonistyczne pozostaje niewiele miejsca i czasu, a proszę wziąć pod uwagę, że cała druga grupa jest po szkołach niepolskich. Oni właściwie przez pierwszy rok uczą się jak odróżnić Krasickiego od Krasińskiego i Kraszewskiego.

Specyfika wileńskiej polonistyki polega również na tym, że był tu jakby etap pusty po dwudziestoleciu, w którym tyle znakomitości przewinęło się przez uniwersytet. Niestety przez czterdzieści lat po wojnie jego rozwój został zahamowany. Problemy mamy także z księgozbiorem. Biblioteka jest wspaniale zaopatrzona w dawniejsze dzieła, a także w książki do roku 1988. Później wykształcił się wolny rynek i coraz trudniej było o książki i właśnie dzięki pomocy Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Śląskiego możemy jakoś, może nie na bieżąco, ale z niewielkim opóźnieniem śledzić też nowości. Chciałbym bardzo mocno podkreślić, że jeśli chodzi o kadrę naukową, to ze strony polskiej jesteśmy bardzo bogaci. Każdego roku czterech profesorów UJ i UW pracuje u nas, czasem przyjeżdżają na wykłady tygodniowe, czasem na dłuższe. Mieliśmy okazję gościć prawdziwe sławy, że wymienię tylko kilka: prof. Wierzbicką z Australii, często bywa u nas Alina Kowalczykowa, Tadeusz Bujnicki, ze Śląska gościliśmy prof. Włodzimierza Wójcika, który wygłosił wykład. I właśnie dzięki tej pomocy jakoś rośniemy, bo jak już mówiłem dopiero raczkujemy, wszyscy moi asystenci piszą teraz prace doktorskie, ale może za dwa, trzy lata będziemy już pełnowartościowymi partnerami polskich uczelni. "

- Mówił Pan Profesor, że studia odbywają się w systemie 4+2. Jakie zatem są perspektywy dla kogoś, kto ukończył ten wydział?

- A. K. : Nasz Rektor mówi, że filolodzy zostają... żonami z dyplomami. Ale tak serio, to pracują w szkolnictwie polskim, w gazetach, jest całodobowe radio, trochę w telewizji. Ale przede wszystkim zajmują się kontaktami między Polską a Litwą, bo teraz jest bardzo szeroka koniunktura polityczna i społeczna, istnieje nawet wspólne zgromadzenie parlamentarne, niektórzy zastanawiają się czy nie dojdzie do kolejnej unii. Tak naprawdę, to nie ma dnia bez jakichś kontaktów czy delegacji.

- A czy czasopisma polskie docierają do Państwa regularnie?

- A. K. : Dzięki pomocy prof. Skarżyńskiego z UJ napisaliśmy do wielu pism i od razu nam przysłali. Dostajemy "Tygodnik Powszechny" i inne, a jeśli chodzi o teksty literackie to są: "Ruch Literacki", "Twórczość", "Dialog", "Literatura na świecie". Często przyjeżdżają wykładowcy i studenci, którzy przywożą różne tygodniki lub wydawnictwa uniwersyteckie.

- Jak Pan Profesor odpowiada na pytanie czy Mickiewicz był Polakiem czy Litwinem?

- A. K. : Fakt, co chwila mnie o to pytają. Na szcęście nasze pokolenie nie pojmuje już tego w tak prymitywny sposób, bo jeśli ktoś jest wielkim twórcą to nie ma znaczenia, jak w przypadku Joyce'a, że był Irlandczykiem, lecz ważne jest, że istnieje kultura światowa. Jeśli chodzi o Mickiewicza, to większość badaczy uważa, że literatura litewska bez niego byłaby zupełnie inna i nie wiadomo jakim torem by poszła. Tu jego dzieła funkcjonowały w świadomości w nie mniejszym stopniu niż w świadomości polskiej, bo prawie wszyscy w XIX wieku znali język polski. Zresztą teraz polski jest bardzo popularny na Litwie, organizowane są kursy, nasza polonistyka wykłada też na historii, na filologii rosyjskiej, litewskiej, mnóstwo prawników zapisało się na lektorat z polskiego, czasem nawet brakuje nam ludzi. Co tu ukrywać wszyscy uczą się przede wszystkim angielskiego, ale zaraz potem polskiego, nie mówiąc już o historykach, którzy muszą koniecznie znać ten język, bo materiały źródłowe są po polsku. Nie lubię tego sowa, ale muszę powiedzieć, że rozwijamy się. W 1994 roku zorganizowaliśmy sesję naukową: "Wileńskie konteksty romantyczne" i co ciekawe mieliśmy 44 referaty. Teraz we wrześniu ma się odbyć wielka sesja Mickiewiczowska w ramach rocznicy. Wydaliśmy też ostatnio antologię: "Litwo, matko nasza miła", jest to antologia polskich pisarzy piszących o Litwie od Kochanowskiego do Konwickiego.

- A jak tak naprawdę Mickiewicz jest odbierany w Wilnie i jaki jest, Pana zdaniem, stosunek Miłosza do Mickiewicza?

- A. K. : Wydaje mi się, że studiując, będąc w Wilnie nie sposób nie czuć aury mickiewiczowskiej, bo jest tu i cela Konrada i wszystkie właśnie opisy związane z Mickiewiczem. Jeśli zaś chodzi o stosunek Miłosza do Mickiewicza, to mogę powiedzieć, że łączy ich stosunek otwarty jeśli chodzi o sprawy narodowe i ich zrozumienie, a także postawa, że wszyscy jesteśmy najpierw dziećmi Pana Boga, a różnica językowa jest dopiero później, no i oczywiście ten patos moralny. Jeśli chodzi o poetykę, to na pewno są też bardzo namacalne motywy i charakterystyczne rozwiązania poetyckie. Łączy ich też stosunek do Litwy, Miłosz doskonale rozumie i mówi po litewsku.

- Czy sądzi Pan, że istnieją obecnie dobre perspektywy współpracy litewsko-polskiej?

- A. K. : Oczywiście. Ja bardzo gorąco proszę, namawiam, żebyście przyjeżdżali, badali język i literaturę, bo jest wiele cennych rękopisów i mniejszych dzieł. Możliwe, że powstaną prace bilingwistyczne, których mało jest dotąd i w Polsce i na Litwie.

- Dziękuję bardzo za wywiad.