Rozmowa z dr. hab. prof. UŚ Tomaszem Pietrzykowskim, prorektorem ds. współpracy międzynarodowej i krajowej

Umiędzynarodowienie ma wiele twarzy

Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego i nauki to jedno z największych wyzwań stojących przed polskimi uczelniami. W 2005 roku mieliśmy w Polsce niecałe 10 tys. studentów zagranicznych, dzisiaj jest więc ponad 7 razy więcej. Wśród zagranicznych studentów w Polsce ponad połowę stanowią Ukraińcy, dynamicznie rośnie liczba młodych ludzi przyjeżdżających do naszego kraju na studia z Białorusi, Indii i Kazachstanu. 10 tys. cudzoziemców studiuje w Polsce medycynę. Problemem jest wciąż niewielka liczba zagranicznych wykładowców na polskich uczelniach – to zaledwie 2,5 proc. Również wielu naszych badaczy ogranicza swoje aspiracje do przestrzeni lokalnej, zaś niska liczba publikacji z udziałem polskich i zagranicznych autorów obniża nasze pozycje w rankingach. Należy zatem budować międzynarodową konkurencyjność polskiego szkolnictwa wyższego, działać na rzecz większego umiędzynarodowienia badań naukowych, kreować Polskę jako hub edukacyjny w zakresie różnych „eksportowych” specjalności. Aby wynieść polską naukę na wyższy poziom, potrzebne są jednak skoordynowane i głęboko przemyślane działania.

 

Dr hab. prof. UŚ Tomasz Pietrzykowski, prorektor ds. współpracy
międzynarodowej i krajowej
Dr hab. prof. UŚ Tomasz Pietrzykowski, prorektor ds. współpracy międzynarodowej i krajowej

Pojęcie umiędzynarodowienie zyskało na popularności w ostatnich latach. Może dobrze byłoby wyjaśnić na początku, co konkretnie się pod nim kryje?

– Istnieje kilka konkretnych parametrów, według których można mierzyć poziom umiędzynarodowienia uczelni. Po pierwsze, tzw. mobilność studentów i doktorantów. Rozumiemy przez nią z jednej strony obecność studentów i doktorantów z zagranicy przebywających na naszej uczelni. Przede wszystkim takich, którzy przybywają do nas po to, aby ukończyć pełne studia i uzyskać nasz dyplom. Z drugiej strony – wyjazdy naszych studentów i doktorantów na określone epizody edukacyjne. Nie mniej istotny jest także nasz udział w międzynarodowych przedsięwzięciach badawczych, zarówno w roli lidera, jaki i uczestnika. I wreszcie aspekt najbardziej oczywisty – obecność wyników naszych badań w obiegu międzynarodowym, publikacje w najbardziej renomowanych wydawnictwach i czasopismach w poszczególnych dziedzinach nauki, a także podnoszenie rangi naszego wydawnictwa i naszych czasopism. Dziś dotarcie do czytelników na całym świecie stało się o wiele łatwiejsze, równocześnie jednak konkurencja w nauce rośnie w bardzo szybkim tempie.

Na które z powyższych wskaźników warto zwrócić szczególną uwagę w przypadku Uniwersytetu Śląskiego?

– Umiędzynarodowienie ma wiele twarzy i sprowadzanie go do wskaźników statystycznych jest pewną deformacją jego idei, dlatego przestrzegam przed pojmowaniem go tylko w tym kontekście. Stosunkowo najlepiej wypadamy pod względem liczby studentów zagranicznych, których jest obecnie w Uniwersytecie Śląskim ponad 800. Liczba ta systematycznie i dość wyraźnie rośnie. Jesteśmy tu bezapelacyjnie liderem wśród uczelni śląskich. Jednocześnie, co bardzo nas niepokoi, spada liczba studentów naszej uczelni zainteresowanych skorzystaniem z możliwości wyjazdu. Jeszcze kilka lat temu było ich ponad 300, a obecnie około 200. Warto także zwrócić uwagę, że w niektórych dyscyplinach nasi badacze i tworzone wokół nich zespoły z powodzeniem i na szeroką skalę współpracują z najlepszymi ośrodkami na świecie, mając niejednokrotnie bardzo wysoką pozycję w swoich środowiskach naukowych. Wciąż jednak wielu naszych badaczy ogranicza swoje przedsięwzięcia i aspiracje do przestrzeni znacznie bardziej lokalnej. Między innymi zmiana tego właśnie tzw. mindsetu (sposobu myślenia) jest wyzwaniem, które kryje się pod hasłem uczelni badawczej.

Polscy naukowcy wciąż uważają się za uboższych od kolegów po fachu z Europy Zachodniej, Ameryki Północnej czy Dalekiego Wschodu? Czy w środowisku akademickim Uniwersytetu Śląskiego można zauważyć pewną zmianę?

– Zmiany mentalne rzadko następują szybko, ale myślę, że akurat w tym przypadku jest na to szansa. Mamy do czynienia z bardzo różną sytuacją w poszczególnych dyscyplinach – nie trzeba więc daleko szukać dowodów, że jesteśmy w pełni zdolni odgrywać istotną rolę w międzynarodowym obiegu idei naukowych. Nawet dysponując znacznie większymi ograniczeniami finansowymi niż konkurencja, w wielu częściach świata jesteśmy w stanie zajmować dużo istotniejsze miejsce na mapie nauki światowej niż do tej pory. Przyczyn obecnego stanu rzeczy jest sporo, ale różnica w możliwościach finansowych jest jedynie częścią jego wyjaśnienia. Wiele możemy poprawić niezależnie od tego, czy i kiedy dojdzie do jakiegoś znaczącego wzrostu poziomu nakładów na polskie uczelnie. Dotyczy to zwłaszcza bliskich mi nauk społecznych i humanistycznych – w pewnych dyscyplinach można zaobserwować swoiste przebudzenie dające szansę na wyraźny przełom w nadchodzących latach.

Wróćmy do liczb. W którym z wymienionych przez Pana Rektora aspektów jesteśmy najmocniejsi?

– Uogólnienia na poziomie całego Uniwersytetu będą zawsze albo krzywdzące w stosunku do liderów, albo kamuflujące słabości maruderów. W kwestii dydaktycznej wypadamy nieźle, choć nie dysponujemy „rentą” historyczną jak Kraków, polityczno-gospodarczą jak Warszawa czy geograficzną jak uczelnie na ścianie wschodniej lub Pomorzu. Mimo tego jesteśmy notowani jako jedna z 10 najlepszych polskich uczelni w prestiżowym rankingu Times Higher Education. Jeśli zaś chodzi o słynny ranking szanghajski, to aby dokonać w nim skoku, nieodzowne wydaje się sfederalizowane, jeśli nie połączenie, co najmniej ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym oraz Politechniką Śląską. Uwspólnienie potencjałów naszych uczelni, obecnie odrębnie zajmujących podobne miejsca w tym rankingu, pozwoliłoby nam na zdecydowanie bardziej wyrównane konkurowanie z uczelniami z innych krajów. Polskie szkolnictwo wyższe należy obecnie do najbardziej rozdrobnionych, a uczelnie medyczne, ekonomiczne, techniczne, artystyczne, przyrodnicze itp. często działają osobno, sztucznie zmniejszając swoje szanse na to, aby naprawdę liczyć się w świecie.

Od kilku lat Uniwersytet Śląski prowadzi ścisłą i intensywną współpracę z uczelniami chińskimi…

– Chiny są dla nas dużą szansą z wielu rozmaitych powodów. Udało nam się uzyskać wśród polskich uczelni pozycję jednego z liderów współpracy z Chinami, lecz trzeba jednak podkreślić, że realna współpraca wymaga ogromnego zaangażowania i cierpliwości, dlatego efekty – choć coraz bardziej odczuwalne – wciąż nie są proporcjonalne do naszych oczekiwań. Rysują się także inne perspektywy, jak chociażby Indie lub kraje Afryki. Również tam konkurujemy jednak z uczelniami brytyjskimi, amerykańskimi czy niemieckimi. Nic w tej dziedzinie nie przychodzi łatwo, ale posuwamy się do przodu. Co więcej, jeżeli nie chcemy, aby w obiegu międzynarodowym obok innych polskich uczelni nie zabrakło Uniwersytetu Śląskiego, nie mamy w istocie innego wyjścia, jak tylko cierpliwie budować naszą pozycję naukową i dydaktyczną wszędzie tam, gdzie jest na to szansa.

Wydaje mi się jednak, że w tym aspekcie może być u nas tylko lepiej i że będziemy tylko zyskiwać. Sam jestem naocznym świadkiem, jak Katowice zmieniały się w minionej dekadzie.

 

To prawda, naszym atutem jest dynamika miejsca i zachodzących w nich zmian, które idą w parze z powrotem Katowic na arenę międzynarodową. Lokalizacja w Katowicach z obciążenia staje się naszą szansą – wystarczy wspomnieć setki tysięcy gości z całego świata, którzy corocznie odwiedzają imprezy biznesowe w Katowicach, Szczyt Klimatyczny ONZ, Intel Extreme Masters i wiele podobnych, mniejszych przedsięwzięć. Szasnę na spore wsparcie widzę także w powstałych niedawno instytucjach metropolitalnych.

Jest Pan Rektor największym kibicem metropolii i metropolizacji.

– Można tak powiedzieć (śmiech). I widzę w tym bardzo dużą rolę naszej uczelni, a jednocześnie szansę na to, abyśmy dokonali pewnego skoku, pokonując szybciej dystans, którym w innych przypadkach musiałby zająć nam znacznie więcej czasu. Im bardziej zmetropolizuje się nasz region, tym łatwiej będzie nam zdobywać pozycję istotnego elementu europejskiej współpracy naukowej i liczącego się uczestnika światowego obiegu naukowego. Tego jednak ani miasto, ani metropolia za nas nie zrobią. Mogą stwarzać sprzyjające okoliczności, ale wykorzystać je musimy sami. Warto jednak dostrzegać, że wraz z uderzająco szybką przemianą Katowic powinno iść w parze nie mniej efektowne przekształcenie się położonego w nich Uniwersytetu Śląskiego. Przez pierwsze 50 lat wykonaliśmy ogromną pracę, przede wszystkim zasililiśmy region ponad 250 tysiącami absolwentów. Teraz, na kolejne 50 lat, czas awansować do światowej ekstraklasy badań naukowych, w której zresztą niejeden nasz badacz już zdołał się znaleźć.

Czy biorąc pod uwagę nasze położenie i sytuację, jest to możliwe?

– Powodzenie, a także tempo osiągania tego celu zależą od wielu czynników, na niektóre z nich mamy wpływ, na inne nie. Trzeba także dostrzegać i wykorzystywać pojawiające się okazje. Doskonałym przykładem może być chociażby tworzenie się obecnie tzw. sieci Macrona – zainicjowanego przez prezydenta Francji procesu łączenia się uczelni europejskich w swego rodzaju alianse bliskiej kooperacji. Niektórzy twierdzą, że może to być najistotniejszy proces zachodzący w europejskim szkolnictwie wyższym, a ci, którzy nie zdołają się w nim odnaleźć, poniosą w dłuższej perspektywie ryzyko trwałej i głębokiej marginalizacji. Jedynie kilku polskim uczelniom udało się znaleźć dotąd wśród tego rodzaju partnerstw. Jesteśmy jedną z nich, znajdując się w aliansie uczelni transgranicznych z partnerami m.in. z Niemiec, Francji, Belgii, Luksemburga, Litwy i Bułgarii. Może to stanowić początek bardzo istotnego zacieśniania współpracy pozwalającej Uniwersytetowi Śląskiemu odnaleźć się w samym centrum procesów modernizacji i sieciowania uczelni europejskich.

Fakt, że uniwersytety europejskie się łączą, to chyba dość paradoksalne zjawisko w czasach, gdy tak wiele mówi się o decentralizacji Europy i wiele się robi na rzecz tego.

– Niekoniecznie, bo w jakimś sensie świat akademicki zawsze odgrywał tego typu rolę. W średniowieczu adepci nauk, by je pobierać, podróżowali po Europie – do Bolonii, Padwy czy Paryża – tworząc swego rodzaju transgraniczne środowisko zdolne do porozumiewania się ze sobą niejako obok fragmentacji politycznej Europy. W jakieś mierze jest tak i dzisiaj, a napięcia i emocje obserwowane w życiu politycznym w stosunkowo niewielkim stopniu przenoszą się do środowisk akademickich. Muszę powiedzieć, że dla mnie jest to jedna z największych wartości, jakie niesie ze sobą funkcjonowanie w tym właśnie środowisku. Odgrywa ono rolę nośnika nie tylko racjonalności, ale także pewnej wspólnotowości wykraczającej poza emocje polityczno-narodowe. I oby nosicielem tych wartości i idei, w tym tej najgłębiej pojmowanej europejskości, pozostało.

Co zmienia w kwestii umiędzynarodowienia nowa ustawa o szkolnictwie wyższym?

– Nowa ustawa pociąga za sobą przeprojektowanie wielu rozwiązań i mechanizmów funkcjonujących w naszej uczelni. Stwarza to także szansę na zdecydowanie mocniejsze wkomponowanie aspektów umiędzynarodowiania uczelni w jej codzienne funkcjonowanie. Będziemy z determinacją zwiększać anglojęzyczną ofertę dydaktyczną zarówno dla naszych studentów, jak i młodych ludzi spoza naszego kraju. Chcemy jednocześnie wyraźniej premiować mobilność, jak i stwarzać warunki ułatwiające współpracę zagraniczną i zachęcające do niej. Generalnym kierunkiem na najbliższe lata powinno być zdecydowane wyprowadzanie współpracy międzynarodowej ze swego rodzaju „getta”, musi ona przestać być czymś ekstraordynaryjnym, w co zaangażowana jest jedynie nieliczna mniejszość pracowników, doktorantów i studentów, ale stać się możliwie naturalnym elementem naszego funkcjonowania. Jest to zresztą jeden z warunków realizacji przez nas strategicznego celu przekształcenia Uniwersytetu Śląskiego w jedną z wiodących w Polsce uczelni badawczych, a nie jedynie dostarczyciela kadr dla lokalnego czy regionalnego otoczenia. Edukacja na najwyższym poziomie jest i musi pozostać ważną częścią naszej misji, jednakże w sposób ściślej powiązany z prowadzeniem światowego formatu badań naukowych na o wiele większą skalę niż obecnie. Tego zaś nie da robić się inaczej niż w bezpośredniej, codziennej łączności ze światem.

Spróbujmy podsumować: wszystkie trzy aspekty umiędzynarodowienia, które Pan Rektor wymienił, wzajemnie się uzupełniają i mają na siebie wpływać.

– Oczywiście. Można powiedzieć, że tak jak poszczególne „twarze” umiędzynarodowienia nie dają się od siebie oddzielić, tak i wszystkie one splatają się z pozostałymi wymiarami funkcjonowania uczelni – dydaktyką, badaniami, a także tzw. trzecią misją, czyli wywieraniem wpływu na otoczenie pozauniwersyteckie, w którym działamy. Wszystkie te zjawiska łączą się ze sobą i dlatego chcąc podnieść jakość i rangę naszej uczelni, nie możemy niczego, w tym także umiędzynarodowienia w którymkolwiek z jego wymiarów, zaniedbać i pozostawić samemu sobie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Autorzy: Tomasz Płosa
Fotografie: Agnieszka Szymala