III zimowa szkoła języka polskiego w Mołdawii

W drugiej połowie listopada 2005 roku odbyła się już III zimowa szkoła języka polskiego w stolicy Republiki Mołdawii. Po raz kolejny Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Mołdawii zaprosiła do Kiszyniowa dwie lektorki ze Szkoły Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego. Za zgodą JM Rektora UŚ oraz władz Szkoły - dr Jolanty Tambor i dr. hab. Romualda Cudaka - do Kiszyniowa wybrały się mgr Magdalena Knapik i mgr Maria Czempka.

W dwutygodniowym kursie wzięły udział osoby pochodzenia polskiego. Nie znały one jednak języka polskiego lub posługiwały się nim bardzo słabo. W tegorocznej zimowej szkole znalazło się kilka osób mających około 25 lat, większość uczestników liczyła sobie 40 lat i więcej. Tym właśnie różni się edycja zimowa kursu od edycji letniej, skierowanej do studiującej młodzieży. Wszyscy słuchacze wykazywali jednak ogromny entuzjazm i z młodzieńczą ochotą przyswajali sobie wiedzę.

Motywacją do nauki w wielu przypadkach był fakt, iż ktoś z rodziny wcześniej uczestniczył w kursie letnim bądź zimowym w Mołdawii lub też w letniej szkole języka i kultury polskiej w Cieszynie. Nauka polskiego stała się wiec niejako tradycją rodzinną - mężowie wysyłali na kurs swoje żony, a synowie matki i odwrotnie.

Każdy dzień kursu rozpoczynał się zajęciami lektoratowymi trwającymi cztery godziny. Pozostałą cześć dnia wypełniały zajęcia dodatkowe - popołudniowe i wieczorne (nieraz przeradzające się w nocne), mające na celu poznanie kultury polskiej. Uczestnicy, podzieleni na dwie grupy, rozpoczęli naukę od poziomu podstawowego. Część wprawdzie uczyła się języka polskiego, ale nieregularnie lub też nie miała przez długi czas styczności z językiem. Na podstawie podręcznika Miło mi panią poznać. Język polski w sytuacjach komunikacyjnych Barbary Serafin i Aleksandry Achtelik słuchacze poznawali podstawowe sytuacje komunikacyjne. W trakcie lekcji robili więc wyimaginowane zakupy w kiosku, w sklepie spożywczym czy też odzieżowym, zamawiali obfite dania w restauracji, rezerwowali pokój w najdroższym hotelu oraz symulowali chorobę lub ból zęba.

Z kolei dzięki zajęciom dodatkowym w ciągu dwóch tygodni mogli przeżyć niemal cały polski rok obrzędowy. Obchody świąt polskich rozpoczęła Wielkanoc. Studenci dowiedzieli się, jak powinien wyglądać koszyczek wielkanocny ze święconką i palmą. Bardzo zaangażowali się w malowanie pisanek. Święta stały się okazją do nauki składania sobie życzenia i wypisywania kartek świątecznych. Nie obeszło się także bez polskiego żurku, który wprawdzie z paczki, to jednak smakował wyśmienicie. Całość zakończył śmigus-dyngus, którego studenci doświadczyli na własnej skórze, ponieważ symbolicznie polewali się wodą.

Foto: Archiwum SJiKP

Kolejne polskie święto - Wigilię - poprzedziły intensywne przygotowania obejmujące naukę kolęd i próby do jasełek. Na uroczystą wieczerzę przybyli "spodziewani" goście - nauczycielki języka polskiego pracujące w kiszyniowskich gimnazjach oraz młodzież z letnich kursów. Wigilia rozpoczęła się, gdy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka. Zanim jednak wszyscy zasiedli do stołu, należało dokończyć ubieranie choinki i dowiedzieć się, co powinno obowiązkowo znaleźć się na stole wigilijnym i pod białym obrusem. Nadszedł też długo oczekiwany moment łamania się opłatkiem. Po wieczerzy studenci i goście odnaleźli pod choinką małe upominki. Całość uświetniły jasełka, w których wzięli udział wszyscy uczestnicy kursu. Ku wielkiej radości lektorek, które czuwały jedynie nad poprawną wymową, studenci sami zbudowali mały żłobek, przystroili salę i przygotowali sobie piękne kostiumy. Za świetne kreacje aktorskie zostali nagrodzeni książkami przekazanymi przez dyrekcję Szkoły Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego.

Wyjątkowo zgodnie z datą obchodzone były andrzejki. Wszyscy wkłuwali szpilki w przygotowane serca z imionami, by dowiedzieć się, kim jest ten jedyny lub ta jedyna, obierali jabłka i rzucali za siebie skórki, obserwując, w jaką literę się ułożą. Nie obyło się także bez lania wosku i odczytywania z niego przyszłości. Nieodłącznym elementem andrzejek był "wyścig butów" o to, która panna wcześniej wyjdzie za mąż. Jako że jedynymi pannami na kursie były lektorki języka polskiego, to one, przy entuzjastycznych okrzykach kibiców, ścigały się za próg.

Program zajęć dodatkowych obejmował również projekcje filmów polskich, między innymi Pana Tadeusza. Studenci zostali wcześniej wprowadzeni w twórczość Adama Mickiewicza. Jedna z grup odczytywała poetycki przepis gotowania bigosu, druga dowiedziała się, jak ważna jest dla Polaków twórczość wieszcza, na przykładzie uproszczonej wersji Latarnika Henryka Sienkiewicza. Owa nowelka wchodzi w skład serii Czytaj po polsku opracowanej przez pracowników Szkoły Języka i Kultury Polskiej, a wydanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, z myślą o obcokrajowcach chcących poznać naszą literaturę. Bezpośrednio przed filmem odtańczono także poloneza. Słuchacze oglądali ponadto ekranizacje powieści Henryka Sienkiewicza takie, jak: Potop, Krzyżacy, Ogniem i mieczem, Quo vadis.

Wielką popularnością cieszył się też wieczór piosenki biesiadnej, podczas którego wyśpiewano i wytańczono takie piosenki, jak: Szła dzieweczka do laseczka, Ukraina, Hej, Cyganie i wiele innych. Niejednokrotnie zresztą do nich w trakcie kursu powracano.

Studenci w ciągu tych dwu tygodni na każdym kroku spotykali się więc z językiem polskim. Nie tylko podczas zajęć czysto językowych, ale także podczas nauki hymnu narodowego, piosenek i kolęd, które były doskonałą okazją do zapoznania się z polską kulturą oraz dawały możliwość ćwiczenia czytania i wymowy.

Oczywiście, podczas zaledwie dwu tygodni nie można nikogo nauczyć biegłego posługiwania się językiem, można jednak przekazać sposoby korzystania z książek i skłonić do dalszej samodzielnej nauki. Wszyscy wyjeżdżali z Kiszyniowa z nadzieją ponownego spotkania, a słuchacze z mocnym postanowieniem kontynuowania nauki. Zimowa szkoła językowa była dla jej uczestników zarówno okazją do przyswajania wiedzy, jak i do dobrej zabawy, ale przede wszystkim zaznali oni odrobiny polskości, której nie dostaje w ich domach rodzinnych.

Maria Czempka

Autorzy: Maria Czempka
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneW sosie własnymBez przypisówWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoKronika UŚStopnie i tytuły naukoweOgłoszeniaNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...