Wilcze echa

Historia wyścigów psich zaprzęgów w Polsce sięga niewiele ponad dwanaście lat wstecz. Podczas pierwszych zawodów, w Szczypiornie k. Pomiechówka, zorganizowanych przez pierwszy w Polsce Sportowy Klub Psów Zaprzęgowych "CZE-NE-KA", na starcie stanęło jedynie dziesięciu zawodników, w większości w tzw. klasie skandynawskiej.

Z każdym rokiem przybywa nowych zawodników i

Husky przy swoim wózku
Husky przy swoim wózku
amatorów tego sportu, szkoda jedynie, ze wzrost ten nie jest proporcjonalny do ilości psów zaprzęgowych w Polsce. Często psiaki, kupowane z powodu pięknych niebieskich oczu, zadowolić się muszą przysłowiowym "spacerkiem wokół bloku" lub z powodu żywego usposobienia są porzucane. Przed pochopnym kupnem przestrzega się zwykle: "szczęśliwy Husky to zmęczony Husky", a więc jest to pies, który musi aktywnie spędzać czas.

Wraz z nadejściem jesieni, bardziej odpowiedzialni właściciele i zawodnicy

Zielona 2003
Zielona 2003
(zwani maszerami, od słowa marche! - marsz, którym posługiwali się Kanadyjczycy gdy zachęcali swe zaprzęgi do biegu) zaczynają trenować ze swoimi psami. Sezon zawodów zaczyna się zwykle w październiku i trwa aż do marca. W warunkach bezśnieżnych psy biegają, ciągnąc specjalnie skonstruowane wózki, natomiast - gdy tylko spadnie odpowiednia ilość śniegu - zamieniają je na sanie. Oprócz popularnej dyscypliny, jaką są zaprzęgi, gdzie obowiązuje podział na klasy w zależności od liczby i rasy psów, istnieją też inne dyscypliny sportu zaprzęgowego. Są nimi m.in.: pulka (pies lub więcej psów biegnie ciągnąc pulkę - plastikową "łódeczkę" na płozach a zawodnik na nartach biegowych biegnie za psem), skijuoring (zawodnik biegnie za psem na nartach biegowych), canicross (zawodnik biegnie za psem), velo (pies ciągnie rower), próby uciągu (startują w nich psy silne i większe niż klasyczne psy zaprzęgowe, właściciele mogą kierować psami wyłącznie głosem, psa nie można dotykać i pomagać mu, rozgrywane są w różnych kategoriach, zależnie od wagi psa) oraz zawody psów jucznych.

Spotkałam się parokrotnie z opinią, iż maszerzy

Husky
Husky
zmuszają swoje psy do biegu. Pomijając już obecność w świadomości ludzi bata, którego nie ma prawa być na żadnych zawodach, należy zauważyć, że zmuszany do biegu pies mógłby jedynie hamować zaprzęg, co przecież nie jest w interesie maszera, który chce zająć jak najlepsze miejsce w wyścigach. Regulamin psich zaprzęgów jest tak rygorystyczny, że nie ma mowy o jakiejkolwiek przemocy wobec psów. W razie jej użycia zawodnik jest natychmiast dyskwalifikowany.

Psy zaprzęgowe, jak sama nazwa mówi, zostały wyhodowane do życia w zaprzęgu, tak jak np. psy obronne zostały wyhodowane do stróżowania. Psy zaprzęgowe (do których należą takie rasy jak - siberian husky, alaskan husky, alaskan malamut, pies grenlandzki, samojed i inne krzyżówki psów, hodowane pod kątem przydatności do pracy w zaprzęgu) tak bardzo lubią biegać, że czując atmosferą zawodów, kilka minut przed startem zaczynają wyć, a na starcie potrzeba często do pomocy dodatkowych osób (zazwyczaj tylu, ile jest psów), które mocno trzymają szarpiące się już do biegu psy.

Załączone do artykułu zdjęcia wykonano podczas zawodów (sprint) w

Grenlandy
Grenlandy
Lublińcu (29-20 listopada 2003), organizowanych przed Klub EXTREME oraz zawodów na średnim dystansie organizowanych w Zielonej (6-7 grudnia 2003) koło Tarnowskich Gór. Zawody te były tak różne od siebie, że aż warte krótkiego porównania. W Lublińcu startowało kilkadziesiąt zawodników, w Zielonej tylko jedenastu. Zawody na średnim dystansie, czyli około 40 km, są w Polsce jeszcze mało popularne. Wymagają bardzo regularnych treningów i dobrego przygotowania, oprócz szybkości liczy się duża wytrzymałość psów. Zawody sprinterskie są natomiast bardziej spektakularne, często relacje z nich pokazywane są w telewizji (relacje z zawodów z Lublińcu transmitowała tv regionalna i tvn), mają wielu sponsorów, startuje w nich sporo - również bardzo młodych - zawodników. W trakcie poważnych zawodów, zaliczanych do Pucharu Polski, organizowane są biegi na bardzo krótkich dystansach dla dzieci. Co kilka minut można podziwiać start i finisz zawodników.

Zawody na średnim dystansie w Zielonej były zupełnie inne, nie było publiczności, nie było kamer, plakatów, ogromnej liczy sponsorów, zawodników, nawet trudno było trafić na nieoznakowane miejsce startu i stake-outów (na razie nie ma polskiego odpowiednika tej nazwy, jest to miejsce wydzielone przez organizatorów, gdzie przed startem i po przyjeździe na metę, psy przymocowane są do systemu linek lub łańcuchów). Pytani o miejsce zawodów mieszkańcy Zielonej, wzruszali jedynie ramionami w geście niewiedzy. Było to spotkanie bardzo kameralne, ale w zawodach psich zaprzęgów liczy się przecież najbardziej przygoda, jaką przeżywają psy i ich maszer. Dodatkowo zamieć śnieżna, która zaskoczyła zawodników wprowadziła atmosferę dalekiej północy. Dlaczego zawodnicy startujący na średnich i długich dystansach nie pojawiają się na sprintach? Jeden z nich żartobliwie stwierdził, że nie startuje w sprincie, ponieważ zakładanie psom szelek trwa wtedy dłużej niż sam bieg.

Nie mogę dokonać wyboru, które z zawodów bardziej mi się podobały, w Lublińcu miałam okazję spotkać się ze znajomymi, uczestniczyć z wieczorze maszera, natomiast Zielona urzekła mnie swoja kameralnością. Tak jak w Lublińcu wielkie wrażenie zrobiły na mnie psy grenlandzkie Andrzeja Wilczopolskiego, które startując donośnie wyją, a potem równo truchtając przybiegają na metę, dają się potulnie rozebrać z szelek i wędrują grzecznie na stake-out, tak w Zielonej byłam pełna uznania do Andrzeja Górowskiego, który - ledwo przybiegnąwszy do mety z jednym zaprzęgiem - zapinał już drugi i ruszał z powrotem w trasę.

AGNIESZKA ŁUCZAKOWSKAAutorka jest studentką III roku geografii na Wydziale Nauk o Ziemi UŚ

Autorzy: Agnieszka Łuczakowska, Foto: Agnieszka Łuczakowska
Ten artykuł pochodzi z wydania: